Moja poranna rutyna kosmetyczna

Codziennie rano mam określony czas na wyszykowanie się do pracy, dlatego też bardzo ważna jest odpowiednia organizacja rzeczy, które muszę wykonać przed wyjściem. Pierwszą czynnością jaką wykonuję po przebudzeniu jest nastawienie wody na herbatę – bez niej nie wyobrażam sobie poranka.

Następnie przemywam twarz płynem micelarnym żeby oczyścić ją po nocy. Na ten moment korzystam z płynu marki Lirene, oczywiście kupiłam go w promocji w Rosmmannie i dla mnie jest okej. Korzystam z tego typu płynów tylko, abo doczyścić skórę, nie zmywam nim makijażu oczu, ponieważ są one bardzo delikatne i mogę je myć jedynie sprawdzonymi płynami dwufazowymi. Poza płynem z marki Lirene, korzystam też z płynu micelarnego Resibo, a także tego z Sylveco – uwielbiam obie te marki i zawsze muszę mieć jakiś ich produkt, chociażby w zapasach.

Następnie, delikatnie wklepuję w twarz tonik, nie używam w tym celu wacika, ponieważ wtedy dużo produktu zostaje właśnie na waciku zamiast na mojej twarzy. Na ten moment stosuję tonik z Sylveco, który jest jednym z moich ulubionych, jedyne co mi w nim odrobinę przeszkadza to zapach, ale można się do niego przyzwyczaić. Bardzo lubię też ten tonik z Resibo i zawsze chętnie do niego wracam.

Kolejnym krokiem jest wklepanie kremu pod oczy i jako, że powoli zbliżam się do 30-stki stwierdziłam, że warto zacząć stosować kremy przeciwzmarszczkowe i testuję właśnie arganowy krem pod oczy marki Nacomi. Pewnie dopiero po kilku latach uda mi się ocenić, czy działał, ale na ten moment mogę potwierdzić, że delikatnie zmniejszył moje cienie pod oczami.

Na całą twarz nakładam ultranawilżający krem Resibo, który bardzo lubię, ale należy go nakładać w odpowiedniej ilości, ponieważ jeżeli nałożymy go zbyt dużo, może się rolować. Na zmianę mam brzozowy krem normalizujący z firmy Vianek. Bardzo szybko się wchłania i ładnie, delikatnie pachnie. Jedyny jego minus to, że nie widać ile go zużyłam, w Resibo mamy odsłonięty kawałek butelki, dzięki czemu widzimy ile produktu jeszcze nam zostało. Oba kremy mają opakowania typu airless więc zużywamy produkt do końca i nie dostaje się do niego powietrze. W kolejce do testowania czeka również koktajl nawilżający z firmy Nacomi, słyszałam wiele zachwytów na jego temat i korzystając z okazji, że był dostępny na cocolita.pl go zamówiłam. Po kremie robię chwile przerwy, aby mógł się spokojnie wchłonąć i w tym czasie robię sobie herbatę – to jest krok, który muszę wykonać każdego poranka.

Następnie nakładam na twarz bazę. Korzystam z tego typu produktów od niedawna i widzę, że warto, ponieważ makijaż dłużej się utrzymuje, a skóra wygląda zdecydowanie zdrowiej, szczególnie, że korzystam z baz rozświetlających. Moją pierwszą bazą była ta z Paese, która jest rewelacyjna, ma w sobie delikatne drobinki, które widać po nałożeniu na skórę, konsystencja jest bardzo przyjemna i dobrze się rozprowadza na twarzy. Dodatkowo baza bardzo ładnie i delikatnie pachnie. Jak zaczęłam jej używać to kilka koleżanek z mojego otoczenia bardzo chwaliło wygląd mojej cery. Od jakiegoś czasu testuję bazę rozświetlającą z Bielendy. Kupiłam ją w Rossmannie podczas promocji -55% i chciałam ją stosować na co dzień, jako tańszy zamiennik tej z Paese. Bielenda również pachnie delikatnie i przyjemnie, ma bardziej mokrą konsystencję, ale ładnie się wchłania. Cera wygląda na zdrową, ale nie ma aż takiego łał jak przy Paese. Dodatkowo od kilku dni znowu pogorszyła mi się cera i wydaje mi się, że może to być skutek stosowania tej bazy. Muszę ją więc odstawić na kilka dni i sprawdzić, czy to jej wina, czy może jakiegoś innego kosmetyku. Po nałożeniu bazy zazwyczaj robię kolejną przerwę, na przygotowanie i zjedzenie śniadania, w tym czasie baza na spokojnie mi się wchłania.

Po śniadaniu przechodzę do nałożenia podkładu. W ostatnim czasie korzystam z Loreal’a w odcieniu 1.N Ivory oraz Maybelline Better skin numer 05 light beige (na ten moment nie jest już dostępny w Rossmannie), oba produkty są okej i sprawdzają mi się na co dzień. Ogólnie nie mam jednego ulubionego podkładu. Staram się za każdym razem korzystać z innego, ponieważ widzę, że moja cera się przyzwyczaja jeżeli zbyt długo korzystam z tego samego produktu. Zazwyczaj też kupuję ten podkład, który akurat jest w promocji, ponieważ uważam, że szkoda jest kupować tego typu produkty w regularnej cenie. Na ten moment, wszystkie podkłady nakładam gąbeczkami blend it! Nie myślałam, że to może być tak przyjemnie, że nie będę sobie wyobrażała innego sposobu. Podkład gąbeczkami rozprowadza się idealnie, ale o tym napiszę osobno. W ostatnim czasie słyszałam wiele dobrych opinii na temat podkładów mineralnych Annabelle Minerals i bardzo chętnie bym je sprawdziła, natomiast jest dostępnych tyle różnych odcieni, że ciężko mi się zdecydować w ciemno. Jak tylko będę miała chwilę to poszukam miejsc we Wrocławiu gdzie są dostępne stacjonarnie, żebym mogła sobie dobrać odpowiedni odcień. Jeżeli korzystacie z tych podkładów, koniecznie dajcie znacz czy warto.

Zawsze po nałożeniu podkładu, delikatnie pudruję twarz. Jednym z moich ulubionych produktów z tej kategorii bardzo długo był puder marki ecocera. Testowałam go nawet podczas wesel i przez całą imprezę mój makijaż nie był w ogóle zmieniony od czasu nałożenia, a do tego moja twarz nie świeciła się tak jak większości osób. Natomiast na co dzień trzeba z nim uważać, ponieważ czasami zostawia mi białe plamy na buzi, które są bardzo widoczne i wystają spod bronzera czy różu. Na co dzień stosuję więc puder sypki z Wibo (kupiony za pół ceny), ma bardzo delikatny zapach, który coś mi przypomina. Nadaje się on również do gruntowania korektora, sprawdza się w sumie tak dobrze jak Ben Nye Cameo (zamówiłam kiedyś próbkę na allegro, za kilka złotych).

Kontur twarzy zaznaczam bardzo delikatnie pudrem HD z Inglota, jest świetny ponieważ ma idealny kolor (mój to 505) i jest na tyle delikatny, że nie można nim sobie zrobić krzywdy. Jeżeli chodzi o róże to mam ich kilka i stosuję je w zależności od nastroju. Każdy z nich jest bardzo fajny i można odpowiednio dopasować do siebie jego intensywność. W mojej kolekcji są od lewej: Catrice Defining Blush 020 Rose Royce, Catrice Defining Blush 080 Sunrose Avenue oraz Lovely Natural Beauty numer 6. na koniec bardzo delikatnie, stosuję rozświetlacz marki Lovely Gold Highlighter uważam, że trzeba to robić delikatnie, żeby nie przesadzić z blaskiem. Produkt ten też idealnie nadaje się do stosowania jako cień do powiek. Jest to więc bardzo fajna opcja np. na wyjazdy, mamy produkt dwa w jednym.

Poza tym produktem, na co dzień używam paletki Wibo Neutral, która ma cienie w idealnych dla mnie kolorach i odcieniach. Uważam, że jest toi świetna paletka dla osób takich jak ja, które na co dzień raczej nie malują zbyt mocno oczu, ponieważ jest tam sporo delikatnych, neutralnych cieni, ale jest też kilka takich mocniejszych, z których spokojnie zrobimy makijaż wyjściowy. Paletka ta w standardowej cenie, w Rossmannie dostępna jest za 35,99zł, ja swoją kupiłam na promocji -55%, ponieważ już dawno słyszałam o niej wiele dobrego, ale jako że lubię kupować w promocji, poczekałam aż będzie taka możliwość i nie żałuję tej decyzji. Uważam, że paletka ta jest warta również ceny standardowej. Następnie oczywiście tuszuję rzęsy i na tą chwilę stosuję tusz Bourjois Twist Up The Volume, który całkiem ładnie utrzymuje podkręcenie rzęs, na czym najbardziej mi zależy.

Na koniec oczywiście nakładam pomadkę na usta, w zależności od tego co mnie czeka danego dnia i na co mam ochotę, nakładam albo jakiś ciemniejszy kolor, albo tylko delikatnie podkreślam usta. O pomadkach będzie osobny wpis więc już teraz nie będę się na ten temat rozpisywać. to tyle jeżeli chodzi o moją poranną rutynę kosmetyczną. W kolejnych wpisach pojawi się również rutyna wieczorna.

Dodaj komentarz